1 lipca 2026

Relacja z wizyty w Ogrodzie Zoologicznym we Wrocławiu - 27 czerwca 2026

Nosorożec indyjski - samiec 

Data wizyty 27 czerwca 2026

To był najbardziej ekstremalny spacer po Wrocławskim ZOO jaki do tej pory miałem. Pomimo tego, że ostrzegali przed wielką falą upałów zdecydowałem się na przyjazd. W sobotę 27 czerwca temperatury w cieniu wahały się od 36 do 38 stopni Celsjusza. Trzeba jeszcze doliczyć kilka stopni więcej w słońcu i mamy prawdziwą patelnię. Jednak upały dla większości zwierząt nie stanowiły większego problemu. Jedne wylegiwały się w słońcu, drugie odpoczywały w cieniu, a trzecie moczyły się w wodzie. Muszę przyznać, że sesja zdjęciowa mi się udała. Oczywiście jadąc do danego ZOO zawsze są takie gatunki zwierząt, których nigdy albo bardzo rzadko udaje mi się zobaczyć. Tak samo było i teraz we Wrocławiu. Na cztery wizyty nie widziałem tutaj sorkonosa, pantery śnieżnej czy kolczatki. W ubiegłym roku do zdjęć pozowała pantera mglista, a w tym roku nawet na moment się nie pokazała, a byłem u niej trzy razy. Dlatego jak w każdym ZOO mam swoje priorytety i staram się w pierwszej kolejności do nich dotrzeć. W przypadku Wrocławia są to słonie, żyrafy, hipopotamy nilowe, nosorożce indyjskie, manaty, żubry, okapi, czy antylopy. Lubię też chwilę postać przy wielbłądach jednogarbnych, gdyż nie widuję ich zbyt często. Mój plan na tegoroczny spacer był taki, by do ZOO iść także w niedzielę. Jednak wyższe temperatury sprawiły, że na planie się skończyło. Jednak wszystko dopiero przede mną, a tegoroczny sezon trwa na maksa, także będzie jeszcze co oglądać i co zwiedzać. 

Moja ostatnia wizyta we Wrocławiu miała miejsce w maju ubiegłego roku. Od tamtej pory w ogrodzie sporo się wydarzyło. Sprawdźmy zatem co ciekawego słychać w ZOO.

Cennik:
Fala upałów nie odstraszyła odwiedzających. Tego dnia do ZOO przyszło sporo osób, ale co najważniejsze w stosunku do poprzednich lat można stwierdzić, że było ich naprawdę mało. Do kasy nie było kolejek, przy ekspozycjach nie było tłoku, a od 16:00 w ogrodzie zostały już tylko niedobitki. Myślę, że na frekwencję wpłynęły dwa podstawowe czynniki - po pierwsze upał (choć jak na upał tych ludzi do 15:00 było sporo, ale o ponad połowę mniej niż w latach poprzednich podczas moich wizyt), po drugie ceny biletów. Szczerze mówiąc nie miałem pojęcia o tym, że ZOO wprowadziło nowe opłaty za bilety. Wejściówkę kupowałem w biletomacie. Do wyboru miałem dwie opcje biletowe - bilet normalny 99 zł lub bilet normalny ZOO na ratunek za 101 zł. Wybrałem drugą opcję, by pomóc zwierzętom w naturze. Jednak coś nie dawało mi spokoju. Na portalach społecznościowych, czy w mediach nic nie było o podwyżce cen biletów. Po wprowadzeniu nowej opłaty w Łódzkim ZOO w mediach społecznościowych trwała dyskusja, że to właśnie Orientarium jest dziś najdroższym ogrodem zoologicznym w Polsce, przy cenie 90 zł za bilet dla dorosłego. Jak się okazuje Wrocław postanowił być przed Łodziom. Wieczorem gdy dotarłem do hotelu zacząłem szukać informacji na temat nowego cennika. Na oficjalnej stronie ZOO przeczytałem, że bilety kupowane w kasie są droższe i mają stałą cenę. Kupując w Internecie z wyprzedzeniem można nabyć wejściówkę już za 69 zł. Nieświadomi turyści będą przepłacać w kasie nie wiedząc, że mogliby zaoszczędzić kilkadziesiąt złotych na biletach. Nie wiem skąd tak duża rozbieżność w cenie, ale na pewno nie jest to uczciwe podejście do klienta. Zwłaszcza, że w biletomacie nic nie piszą o możliwości tańszego zakupu biletu w sieci. Kupując go tego samego dnia płaci się 94 zł. Niewielka jest to różnica, ale już na dwa tygodnie przed wizytą można sporo zaoszczędzić. 

Jak udało mi się ustalić nowy cennik ma być lekarstwem na spadek frekwencji w ZOO. Do tej pory w mediach pojawiała się informacja, że do ogrodu rocznie przychodzi ponad półtorej miliona odwiedzających. Jednak prawdziwe dane znają tylko w ratuszu jak i w dziale administracji ZOO. W przestrzeni może nie do końca publicznej pojawiają się plotki, że ZOO od przynajmniej dwóch lat jest pod kreską a liczba odwiedzających gwałtownie spadła. Według mnie wpływ na to mogą mieć dwa czynniki - wysoka cena biletu jak i brak inwestycji w ZOO. Na ten moment w ZOO nic się nie dzieje. Nie przybywa nowych gatunków zwierząt, za to ubywa starych. Ogród wygląda na zaniedbany. Wiele wolier zarasta krzakami, przy wybiegach porosły wysokie żywopłoty uniemożliwiające osobom poniżej 170 cm wzrostu podziwianie zwierząt. Jednym słowem zrobiło się tu nie ładnie, widać, że nikt nie dba o tereny zielone jak i o jakość ekspozycji. Na wybiegach coraz więcej chwastów, a woliery - cud by coś przez nie zobaczyć. Chciałbym też zwrócić uwagę na to, że niezadbana roślinność jest domem wielu owadów co zagraża bezpieczeństwu odwiedzających jak i zwierząt. Sam miałem nie zbyt fajną przygodę. Po wizycie u słoni udałem się do toalety. Na swojej nodze znalazłem kleszcza. Na szczęście nie zdążył się jeszcze wbić więc wyjąłem go samemu. Do takich sytuacji by nie doszło, gdyby przed wybiegami jak i ławkami była skoszona trawa. Jak na najsłynniejsze ZOO w Polsce to bardzo słabo to wygląda. 

Wejście główne do ZOO

Dromader czyli wielbłąd jednogarbny 

Oryks szablorogi 

Arui libijskie 

Lew 

Żyrafa Rothschilda 

Zebra Chapmana 

Okapi 

Żubry 

Świnia rzeczna 

Gwanako 

Osioł Poitou 

Foki pospolite 

Tygrys sumatrzański 

Czym różni się Wrocławskie ZOO od:
Krakowskiego? - w Krakowie mamy zadbane wybiegi, piękne tereny zielone - jest tu po prostu ładnie - we Wrocławiu tak nie ma.
Leśnego Zacisza? - w Zaciszu mamy prawdziwy kontakt z naturą, we Wrocławiu wrzaski i krzyki odwiedzających. W Zaciszu wybiegi są iście naturalne, a tereny zielone zadbane. Tego brakuje we Wrocławiu.
Łódzkiego? - pomimo tego, że Łódzkie ZOO przypomina Wrocławskie, to w Łodzi cały czas coś się dzieje, a we Wrocławiu praktycznie nic. W Łodzi możemy liczyć na nowości, we Wrocławiu nie. 
Opolskiego? - w Opolu mimo wszystko mamy pięknie zadbaną zieleń i duże wybiegi. We Wrocławiu przy 3 ha więcej od Opola mamy ogrom maleńkich ekspozycji i braku zadbanej zieleni. 

Przed Wrocławskim ZOO prawdziwe wyzwanie - trzeba na nowo zbudować ZOO by te zapewniło zwierzętom jak najlepsze warunki do życia, a zwiedzającym prawdziwy komfort zwiedzania. 

Afrykarium:
Jeszcze kilka lat temu Afrykarium było prawdziwym hitem Wrocławskiego ZOO. Na mnie nie robi już wielkiego wrażenia. Czasami nawet mnie przytłacza. Żal patrzeć jak od lat hipopotamy nilowe nie mają dostępu do świeżego powietrza. Przez cały dzień zwierzęta te słyszą głośny szum sztucznego wodospadu i krzyki odwiedzających. Według mnie ZOO nie zapewniło im należytego dobrostanu. Podobnie mają ich współlokatorzy czyli liczne gatunki ptaków. Przede wszystkim nie mają odpowiedniej ilości zieleni by mieć gdzie się chować lub odpoczywać. Smutno patrzy się na znudzone dikdiki, które również nie pamiętają co to znaczy świeże powietrze. Podobnie mają mrówniki. Afrykarium w takiej wersji powinno być domem dla ryb i gadów, ale nie dla ssaków. To nie jest ekspozycja na miarę XXI wieku. Mam nadzieję, że mój apel o uwolnienie ssaków z tej wielkiej hali przyniesie skutek i zwierzęta w końcu odżyją. Póki co to jest smutny widok bo tak naprawdę patrzy się na cierpienie zwierząt. 

Bongo:
Podczas tej wizyty nie udało mi się zobaczyć samotnie mieszkającej we Wrocławiu bongo. Jak dobrze kojarzę jest to młoda samica z Warszawskiego ZOO. Ogród o takiej renomie jak Wrocław nie powinien mieć chyba problemów ze zdobyciem kilku samic i samca do rozrodu? Warto zaznaczyć, że bongo to dosyć popularne antylopy w ogrodach zoologicznych. W ostatnim czasie nowy osobnik pojawił się w Warszawie, a Kraków ponownie rozpoczyna ich hodowlę. Jeżeli ZOO z jakiegoś powodu nie może zdobyć kolejnych osobników dla samotnej samicy, to powinien podjąć decyzję o wysłaniu jej do innego ZOO, gdzie będzie wśród swoich, a do ogrodu sprowadzić stadko hodowlane innego gatunku. W jednym z wywiadów prezes ogrodu wspominał, że będzie chciał sprowadzić do Wrocławia kudu małe. Może to właśnie jest ten czas? 

Sawanna:
Na wybiegu Sawanny zrobiło się bardzo ubogo. Aktualnie mieszkają tutaj dwie żyrafy siatkowane i pięć zebr równikowych, z czego trzy zebry są dorosłe, a dwie młode. Według rozpiski jedna z żyraf ma już piękny wiek, a druga jest młoda. Najprawdopodobniej jest szansa na to, że uda się wygasić żyrafy i rozpocząć budowę nowego pawilonu dla tych zwierząt. Przy jego projektowaniu warto zrobić miejsce dla dwóch gatunków antylop by wybieg przypominał prawdziwą Sawannę. 

Pawian 

Szympans 

Renifer

Stare klatki małp 

Panda mała 

Osioł domowy 

Mrówniki 

Dikdik 

Hipopotam nilowy 

Manat 

Kob sing sing 

Watussi 

Mara patagońska 

Kangur rudy 

Niedźwiedzica Przemisia 

Gibbon czapnik 

Ukrainiec w ZOO:
Jak już wspomniałem frekwencja jak na tak upalny dzień była spora, ale na przestrzeni ostatniego roku kiedy to byłem w maju gości było o ponad 70 procent mniej. Niestety wśród zwiedzających dominowali Ukraińcy, którzy także stanowią duży odsetek odwiedzających Warszawskie ZOO. Ma się wrażenie, że gdyby nie goście ze wschodu to ilość ludzi w naszych ogrodach była by zdecydowanie niższa. Jednak chciałbym zwrócić uwagę na pewną rzecz - na zachowanie Ukraińców w ZOO. Przedstawię Wam sytuację z przed wybiegu świń rzecznych, która mocno mnie zbulwersowała. 
- Przed wybiegiem stały dwie młode matki z dziećmi w wieku około 3-5 lat. Dzieci tak krzyczały, a mamusie tak się śmiały, że nie można było tego wytrzymać, a co dopiero te biedne świnie szukające ochłody przed upałem. Powiedziałem im, że ZOO to jest miejsce zwierząt i nie wolno tutaj krzyczeć by nie stresować zwierząt. Panie zaczęły mi odpowiadać, że ZOO jest dla ludzi i mogą tu robić co chcą, a zwierzęta są dla nich by ich zabawiać. Odpowiedziałem, że może takie standardy są na Ukrainie, ale nie w Polsce i w Unii Europejskiej. Zaczęły się śmiać i mówić, żebym jechał na Ukrainę i zobaczyć jak tam się bawi w ZOO. Stwierdziłem, że nie mam zamiaru jechać do ich kraju. One na to, że mogę jechać do nich na front i walczyć. A ja im na to, że nie interesuje mnie ich front bo jestem w Polsce u siebie i nijak ma się do ich zachowania w ZOO. Dałem im do zrozumienia, że są w Polsce gośćmi i należy im się dostosować do naszych warunków życia. Wyśmiały mnie i mówiły że mogły mnie nagrać i pokazać w sieci jak to ich Polacy nie lubią i jak i pouczają jak mają się zachowywać. Nasza rozmowa chwilę potrwała i nie była miła. To nie pierwsi Ukraińcy w ZOO, którzy nie mieli obycia jakich spotkałem. I co najgorsze pracownicy ZOO nie zwracają im uwagi tylko udają, że nic nie słyszą. To pokazuje też, że liczy się ilość sprzedanych biletów i zadowolenie klienta a nie dobro zwierząt. Nie tak to powinno wyglądać i zniechęca do odwiedzania komercyjnych ZOO. Uważam, że obsługa ZOO widząc niestosowne zachowania gości nie tylko z Ukrainy powinna im zwracać uwagę - ale każdy boi się odezwać by nie było afery, zwolnienia itp. Dziwne czasy. 

Sprawdźmy co nowego słychać w ZOO?

Narodziny:
Udało mi się zobaczyć młodą:
- fokę pospolitą 
- zebry Chapmana 
- nieco starsze koby sing sing 
- młode jelenie milu
- młodą arui libijską 

Jakich zwierząt nie udało mi się zobaczyć podczas tej wizyty?
- manula 
- pantery mglistej 
- pantery śnieżnej 
- kuny żółtogardłej 
- jeleni Alfreda 
- jeleni barasinga 
- kolczatki
- części małp
- części ptaków 
- części gadów 
- części gryzoni
- aguti 
- antylopy bongo 

Jak nigdy widziałem aktywne niedźwiedzie - seniorki himalajską i brunatną. 

Inwestycje: 
- aktualnie na terenie ZOO nie prowadzi się nowych inwestycji dla zwierząt. W ubiegłym roku coś budowali obok świń rzecznych. Krążyły plotki, że mają tam zamieszkać mrówkojady olbrzymie. Nie wiem czy to jest wybieg zapleczowy, czy zaplecze dla pracowników, ale nie jest to żadna ekspozycja dla odwiedzających, a o mrówkojadzie możemy już chyba zapomnieć. Przed wejściem głównym trwa budowa kolejnego sklepiku i lokalu gastronomicznego. 

Zmiany w terrarium:
- na ten moment w zabytkowym pawilonie terrarium wiele ekspozycji czeka na nowego lokatora. Liczba gadów względem ubiegłego roku mocno poszła w dół. 

Ptaki w ZOO:
W okolicy woliery przechodniej dla flamingów stoi kilka wolier dla ptaków. Usytuowane są przy murze granicznym ZOO. Niestety są puste. Część wolier gdzie niby jeszcze mieszkają ptaki jest tak zarośnięta, że nic przez te małe kratki nie widać. Na stawach wodnych również ubogo. Widziałem kilka pelikanów, dziko żyjące czaple i łabędzie. 

Małpiarnia:
- obiekt ten zwiedziłem tak na szybko. Na zewnątrz przez te małe kratki nie można podziwiać małp. Zresztą same małpy były osowiałe. Nie próbowałem im nawet robić zdjęć. Wewnątrz przez te szyby też niewiele widać. Problemem są też plamy pozostawione po ludziach i nieumyte potem szyby. 
Uważam, że większość małp ma tu słabe warunki do życia. Lepiej byłoby je przekazać do innych placówek gdzie miałby dużo większą przestrzeń do życia. Trzymanie zwierząt na ilość jest bez sensu. 

Zabytkowa ptaszarnia 
- części ptaków też tu nie wypatrzysz. Na zewnątrz w wolierach krzaki, a wewnątrz brudna szyba pełna kropek, by ptaki nie wpadły na szybę, do tego ciemne światło i bujna roślinność. Dlatego jest to jeden z kilku obiektów, które sobie odpuszczam przy dokładnym zwiedzaniu. 

Nowi mieszkańcy:
- do ZOO przyjechał samiec nosorożca indyjskiego - pięknie pozował do zdjęć. 
- widziałem też nowego samca okapi. 

Na koniec apel do zwiedzających - watussi to nie bawoły, a likaony to nie hieny - zwłaszcza cmentarne jak to kilka osób mówiło!!!

Następna wizyta będzie już jubileuszowa - piąta. Kiedy do niej dojdzie tego nie wiem, ale na pewno będę odwiedzał to miejsce nie tylko dlatego, że mam tutaj dobre połączenie kolejowe, ale dlatego, że mimo wielu niedoskonałości jest tu jednak na co popatrzeć. Zapraszam do obejrzenia zdjęć mojego autorstwa. Wystarczy kliknąć TUTAJ

Flamingi 

Jeżozwierz 

Ibis siwopióry 

Takin złoty 

Jeleń milu 

Sika Dybowskiego 

Słoń indyjski 

Kapibara 

Niedźwiedź himalajski 

Zebra Hartmanna 

Zapraszamy do ZOO pod Kielcami

Zapraszamy do ZOO pod Kielcami
Prawie 120 gatunków zwierząt, tereny reekraacyjne, gatunki zagrożone wyginięciem, 23 ha pięknego parku, sala bankietowa. Musisz to zobaczyć.